Komentarze: 0
Jest 6.31, a ja siedzę w pracy. Nudzi mi się, więc piszę głupoty. Nie warto ich czytać, bo jedyną rzeczą jaką mogą spowodować jest ból głowy...
Jest 6.31, a ja siedzę w pracy. Nudzi mi się, więc piszę głupoty. Nie warto ich czytać, bo jedyną rzeczą jaką mogą spowodować jest ból głowy...
Szkoda, że nie umiem słów czarować w uśmiechy. Szkoda, że za słowem nie stoją mi łzy.
Więc muszą Ci starczyć słowa wierszoklety, co częściej niż kocha, ze wszystkiego drwi...
Spokój chciałbym przelać w Twe oczy zielone, smutek od nich odjąć, wypogodzić je
Lecz jestem jak rycerz, co bez zbroi stojąc, na ścięcie gotowy, ciągle wygrać chce
Nie ważne więc słowa takiego mimozy, co od wiatru zależny, tam idzie, gdzie go pcha
Ten wicher, który światu dał bieg i który zwycięży w każdej potyczce, bo to jego gra...
Jak jeszcze raz spłodzę coś takiego, to utnę sobie lewe ucho.
podpisano
mamoń
Tytuł może być nieco mylący. Nie jest bowiem moim zamiarem rozwinąć tutaj przed Wami pełni mojego poetyckiego talentu, gdyż takowego nie posiadam. Nie jest także nim pragnienie uzewnętrznienia doznań estetyczno-duchowych, jakie zdarza mi się w czasie wędrówki przez życie poznać.
Skąd więc ten tytuł? Fajnie brzmi, po prostu. Ale dosyć już tych banialuk, trzeba przejść do rzeczy:
"Mamoń liryczny"
Twórca bez pokory
Jest cieniem jedynie
Poprzez marne utwory
Trwa mgnień kilka i ginie...
Przegranym jest z miejsca
Kto słowem lży Piękno
Nie z poety szyderca
Serce by mu pękło...
Niestety znowu wyszedł mi bzdet, ale nie mam czasu na poprawki, a coś w taki niezwykły dzień muszę napisać. 153 lata temu umarł Chopin...
Smutek zasnuwa mi oczy ilekroć myślę, że mogę tu nie wrócić. Nie przejdę się Polną wśród gołębi, nie kupię świeżych bułek i jabłek na rogu. Nie stanę chwilę na Zoli, zastanawiając się, jaka czasem przewrotna bywa ludzka natura. Na Marszałkowskiej nie ominie mnie tramwaj, nie zdążę na światła i tłum nie popchnie mnie w kierunku supersamu. Nie spojrzę starym zwyczajem na słup przy Placu i antyczna rzeźba nie pokłoni mi się na podwórku przy Flory. Nie wbiegnę, jak co dzień, na piąte piętro, by móc poczuć chore serce prawie na dłoni. Brak mi będzie widoku Bagateli, przycupniętej jakby w cieniu Wielkiego Miasta, zawstydzonej powagą swych historycznych sąsiadów. Zadziwiające - Bagatela, gdy wokół walają się jeszcze echa esesmańskich pałaców, gdy w niedalekich Łazienkach powstawały najchwalebniejsze karty naszej historii, gdy wreszcie u jej źródła stoi sam Marszałek, swoją strapioną miną wzywający do myślenia...
Trochę się pospieszyłem, bo na samiutkim dole został jeden wpis nie sygnowany prawicą mamonia... Na szczęście to już odległa przeszłość!!!